pokaz koszyk
rozwiń menu
tylko:
Tytuł książki:

Stan wojenny w narracjach prasowych. Analiza rocznicowych numerów wybranych dzienników ogólnopolskich + GRATIS!

Autor książki:

Jakub Krupa

Dane szczegółowe:
Wydawca: Ośrodek Myśli Politycznej
Rok wyd.: 2021
Oprawa: miękka
Ilość stron: 256 s.
EAN: 9788366112582
ISBN: 978-83-66112-58-2
Data: 2022-01-11
Obniżka ceny! 33.55  39.90  6.35 
pozycja dostępna Wyślemy w czasie: 24 h

Opis książki:

Książka ukazująca, jak stan wojenny w Polsce był przedstawiany i oceniany na łamach trzech dzienników wywodzących się z różnych opcji ideowo-politycznych: „Trybuny Ludu” (później „Trybuny”), „Gazety Wyborczej” i „Naszego Dziennika”. Autor przedstawia, jak w tych gazetach prezentowano zagadnienia: 1) co doprowadziło do wprowadzenia stanu wojennego, 2) jaki był jego przebieg i czy stan wojenny był zgodny z prawem, 3) jakie inne wydarzenia są przytaczane przez autorów tych dzienników, gdy wspominany jest stan wojenny, 4) jak oceniają oni osoby odpowiedzialne za wprowadzenie stanu wojennego i co sądzą o ich rozliczeniu, 5) jaka jest według autorów rozpatrywanych tytułów generalna ocena stanu wojennego i jego skutków. Analiza tych wątków uwzględnia kontekst funkcji mediów, zarówno w wymiarze teoretycznym, jak i w polskiej praktyce.

„W 2021 roku mija 40 lat od wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Naturalnym jest, że coraz mniej jest naocznych świadków tego wydarzenia. Kreowane przez media uniwersa symboliczne, opowiadane przez media historie, które wskazują bohaterów i winnych, mają w tym wypadku znaczenie fundamentalne”.

Książka "Stan wojenny w narracjach prasowych. Analiza rocznicowych numerów wybranych dzienników ogólnopolskich" - Jakub Krupa - oprawa miękka - Wydawnictwo Ośrodek Myśli Politycznej. Książka posiada 256 stron i została wydana w 2021 r. Cena 33.55 zł. Zapraszamy na zakupy! Zapewniamy szybką realizację zamówienia.

Do każdego zamówionego egzemplarza dodajemy GRATIS!:

Stan wojenny w Małopolsce - okładka książki
Wiesław ZabłockiStan wojenny w Małopolsce

Stan wojenny to zamknięta historia Polski. Stan wojenny to sprawa nadal dla Polski aktualna. Te dwie, na pozór wykluczające się myśli, towarzyszyły mi podczas ponownej lektury pracy Wiesława Zabłockiego Stan wojenny w Malopolsce, pracy dokumentalnej, a zarazem samej będącej dokumentem; wszak została napisana i po raz pierwszy opublikowana w roku 1982, niemal równolegle z opisanymi w niej faktami, w czasach, kiedy, jak zauważa na wstępie sam autor, "przyszłość była nieprzewidywalna". W stanie wojennym "nieprzewidywalna" znaczyło dla wielu ludzi przede wszystkim niepewna, groźna. W roku 1982 zbieranie danych na temat represji, działalności aparatu bezpieczeństwa czy sądownictwa, a już zwłaszcza przygotowanie publikacji podziemnych na ten temat, nie było rutynowym zajęciem kronikarskim. Na to też były paragrafy i wolne miejsca w celach. Upadek komunizmu, odbudowa suwerennego państwa polskiego, radości i gorycz "z odzyskanego śmietnika", jakimi żyjemy od roku 1989, bardziej niż sam upływ czasu, spowodowały, że stan wojenny w zbiorowej pamięci Polaków skurczył się, zredukował do niewielkiej liczby dramatycznych, ale jakby wyrwanych z kontekstu epizodów: wstrząsu nocy grudniowej, Jaruzelskiego w telewizji, strzałów w kopalni "Wujek", zamordowania księdza Popiełuszki, rozpędzania manifestacji. Zbladła, a nawet wyparowała natomiast pamięć codzienności stanu wojennego, pamięć tych wszystkich mniejszych i większych ponurych szczegółów, w których przecież także, może przede wszystkim, tkwił diabeł tamtych czasów i tamtego ustroju. Lektura Stanu wojennego w Malopolsce przenosi nas z powrotem w ten zapomniany świat powszednich upokorzeń i represji. Skąd jednak wspomniana na początku dwoistość w postrzeganiu stanu wojennego jako zamkniętej karty historii, a zarazem sprawy aktualnej. Refleksja taka nie wynika wprost z treści książki Wiesława Zabłockiego. Ta pisana była w czasach, gdy stan wojenny po prostu trwał i chwilami zdawało się, że nie będzie miał końca. Kiedy jednak dochodzi do jej wznowienia dziś, w grudniu 1994 roku, trudno oprzeć się pokusie pewnego rodzaju bilansu. Stan wojenny, rozumiany jako metoda ratowania komunistycznego władztwa w Polsce i pacyfikowania opozycji, bez wątpienia odszedł do historii wraz z polską odmianą komunizmu sowieckiego. Przepisy i instytucje stanu wojennego, chociaż niektóre funkcjonowały już po oficjalnym jego zniesieniu, końca peerelu nie przetrwały. Nazwy: WRON i PRON nic nie mówią dzisiejszym dwudziestolatkom i nie inspirują dowcipów politycznych. Pozostał chyba tylko OPZZ, ale dziś każdy może zapisać się tam, gdzie chce. Ale ten zaprzeszły stan wojenny jest zarazem aktualny. Aktualny dla tych, któt rży doświadczyli go w sposób szczególny: dla rodzin zabitych i ich oprawców, dla byłych internowanych, więźniów politycznych i tych, którzy ferowali wyroki; dla tych, których kariery zawodowe, życiowe zostały złamane i dla tych, którzy na cudzej krzywdzie wówczas skorzystali; dla tych, których życie zostało przez stan wojenny gruntownie odmienione. Stan wojenny jest aktualny również powracającymi pytaniami: o jego genezę, stopień premedytacji sprawców, faktyczną rolę Moskwy i pozostałych komunistycznych sąsiadów. Szczególne znaczenie ma pytanie o odpowiedzialność, także w świetle prawa karnego, autorów stanu wojennego, ale nie tylko ich. Nadal nie wykryci lub nie osądzeni pozostają niektórzy sprawcy i inspiratorzy zabójstw politycznych, bestialskich pobić. Pytania rodzą przypadki tajemniczych zgonów, w których udział SB czy milicji nie jest pewny, ale prawdopodobny. Każde pytanie bez odpowiedzi, każda zbrodnia bez kary, podtrzymują aktualność stanu wojennego. Nie należą wreszcie do historii rozmaite dalekosiężne skutki stanu wojennego: zwiększenie zapóźnienia cywilizacyjnego, masowa emigracja zwykle ludzi młodych i wykształconych, zepsucie poprzez selekcję negatywną jakości kadr administracji państwowej, wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania, że wymienię tylko nieliczne fragmenty tego niechcianego spadku po komunizmie. Nie sposób zlekceważyć trwałych objawów duchowego okaleczenia narodu przez rozpętaną w stanie wojennym epidemię strachu, cynizmu i konformizmu. Złudzeniem jest mniemać, że w stan wojenny uwikłani byli jedynie ludzie władzy i działacze opozycyjni. Godzina policyjna, zakaz podróżowania, nagminne legitymowanie na ulicach i szereg innych rygorów miało zasięg powszechny. Zachęty i naciski na pracowników przedsiębiorstw i instytucji państwowych, by wstępowali do OPZZ dotknęły miliony ludzi. Władza w każdej chwili mogła zaglądać do naszej prywatnej korespondencji i słuchać naszych rozmów telefonicznych. Kolega z pracy mógł być tym, kto towarzyskie pogawędki następnie spisywał, podpisywał pod pseudonimem i kwitował odbiór gotówki lub puszkowanej szynki. Przez co najmniej kilkanaście miesięcy, a faktycznie dłużej, miliony Polaków żyły w dusznym kręgu lęków, podejrzliwości, pokus. Być może ktoś uzna mój pogląd za nieco kontrowersyjny, ale przypuszczam, że wtórnym efektem tego okaleczenia psychicznego jest dość powszechny odruch zapominania czy też pomniejszania zmory stanu wojennego w świadomości zbiorowej. W końcu wspomnienie stanu wojennego nie jest przecież wspomnieniem heroicznego zrywu powstańczego przeciwko obcym najeźdźcom, ale wspomnieniem upokorzeń i niegodziwości, jakie jedni Polacy wyrządzali innym, często wspo- mnieniem własnej słabości i wstydu. Linie wrogiego, chociaż często niewypowiedzianego wprost podziału przebiegały między sąsiadami, w poprzek układów zawodowych i towarzyskich, wcale nierzadko w poprzek rodzin. Stan wojenny w Malopolsce nie traktuje wprost o tych sprawach, nie stawia ogólnych diagnoz. Jak na czasy, w których książka została napisana, jawi się ona jako dość beznamiętny zapis kronikarski, pełen dat, nazw miejsc i nazwisk ludzi, liczb, statystyki. Duże wrażenie robią załączniki, często opisujące pojedyncze wydarzenia, losy i zachowania konkretnych, wymienionych z nazwisk ludzi. Nie brak tu także relacji ofiar i naocznych świadków rozmaitych, często dramatycznych zdarzeń. Wedle mojej wiedzy książka Wiesława Zabłockiego jest jedynym tak obszernym opracowaniem na temat stanu wojennego w tym regionie. Nie zawiera ono natomiast informacji dotyczących przypadków zabójstw lub zgonów mogących mieć związek z działaniami funkcjonariuszy w stanie wojennym, głównie podczas pacyfikowania manifestacji ulicznych. Informacji tych zawierać po prostu nie mogła; w czasie powstawania opracowania jego autorzy bądź nie mogli mieć dostępu do pewnych materiałów, bądź też niektóre zdarzenia miały dopiero nastąpić. Nadzwyczajna Komisja do Zbadania Działalności MSW w Sejmie X kadencji, której przewodniczyłem, zbadała cztery takie przypadki mające miejsce w Małopol-sce, w tym trzy w samym Krakowie. Sprawa głośnego zabójstwa Bogdana Włosika przez kpt. SB Andrzeja Augustyna w Nowej Hucie, po kilkunastu latach zakończyła się skazaniem zabójcy na dziesięć lat pozbawienia wolności. Niedawno Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł o złagodzenie wyroku, nie podając wszakże żadnych nowych okoliczności uzasadniających złagodzenie kary. Sąd Najwyższy nie podzielił stanowiska prof. Zielińskiego. W sprawie śmierci, rzekomo trafionego granatem łzawiącym, Ryszarda Smagura, komisja sformułowała wnioski personalne, dotyczące przydatności do pełnienia urzędu przez prokuratorów: Z. Stanczewskiego i M. Sołdy oraz mjra A. Wojciechowicza z ówczesnej KW MO w Krakowie, odpowiedzialnych za zaniedbania podczas śledztwa. Z kolei niemożność nawet wszczęcia śledztwa w sprawie zgonu Janiny Drabowskiej wynikła z zaniedbania lekarza Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie, który nie powiadomił prokuratora ani lekarza prowadzącego sekcję o okolicznościach jej śmierci. Wniosek o dyscyplinarne ukaranie A. Mayera został skierowany przez komisję do Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Sejm nigdy nie dowiedział się o losie tych formułowanych przez swoją komisję wniosków. Mówiąc o tajemniczych zgonach w Małopolsce wypada jeszcze wspomnieć o sprawie znacznie późniejszej, bo z roku 1985 (czyli już po oficjalnym zniesieniu stanu wojennego), a dotyczącej okoliczności domniemanego samobójstwa Jana Krawca w miechowskim areszcie milicyjnym. Również i tu doszło do uchybień w śledztwie; w szczególności nie uczyniono nic dla sprawdzenia, czy po zatrzymaniu J. Krawiec został pobity przez funkcjonariuszy. Komisja zwróciła się do Prokuratora Rejonowego w Miechowie z wnioskiem o ponowne zbadanie sprawy. Prokuratura nie znalazła podstaw do podjęcia na nowo umorzonego postępowania. Wspólną cechą bardzo wielu postępowań prokuratorskich w ostatnich latach PRL w sprawach, gdzie związek ze śmiercią obywateli mogli (chociaż nie musieli) mieć funkcjonariusze MO lub SB było skupianie się w pierwszym rzędzie na wykluczaniu możliwości takiego związku, a nie dojście do prawdy. Skutki okazały się obosieczne: z jednej strony nie da się już zapewne nigdy ukarać tych funkcjonariuszy, których ukarać by należało; z drugiej ci, na któryś kiedyś padło podejrzenie, już nigdy nie będą mogli wyjść z jego cienia, nawet jeśli podejrzenie było niesłuszne. Przypomnienie tych kilku zabójstw nie ma, rzecz jasna, na celu "uzupełniania" pracy Wiesława Zabłockiego i jego współpracowników z Arcybiskupiego Komitetu Pomocy autorów Stanu wojennego w Malopolsce. Ta, zgodnie z ich wolą jest już zamknięta, jest dokumentem, świadectwem tamtego czasu. Zresztą, aby sprostać kronikarskiej solidności całej książki, ten dodatkowy temat wymagałby całego rozdziału i to wzbogaconego o materiały archiwalne. Jeśli zatem pozwoliłem sobie przypomnieć niektóre elementy z raportu Komisji Nadzwyczajnej, to dla przypomnienia tylko i oddania hołdu pamięci tym, dla których już nic więcej zrobić nie możemy. Możemy natomiast zrobić coś sami dla siebie i dla tych spośród nas, którzy tamtych lat pamiętać nie mogą. Możemy przyjąć dokument Stan wojenny w Malopolsce jako rzetelną pomoc w odrzuceniu przedwczesnej pokusy zapominania. I jeszcze długo będzie za wcześnie. Jan Rokita

Bądź pierwszy - Oceń, napisz recenzję/opinię [+]