pokaz koszyk
rozwiń menu
tylko: autor tytuł  24h
Walka w pożodze - okładka książki
Walka w pożodze pozycja dostępna
Przeżyłam Oświęcim - okładka książki
Przeżyłam Oświęcim pozycja dostępna
Ich uberlebte Auschwitz - okładka książki
Ich uberlebte Auschwitz pozycja dostępna
książka:

Rozmowy z katem

Dane szczegółowe:
Wydawca: ZNAK
Rok wyd.: 2004
Oprawa: miękka
Ilość stron: 456 s.
Wymiar: 144 × 205 mm
EAN: 9788324004935
ISBN: 83-240-0493-9
Data: 2004-12-02
Cena wydawcy: 32.00 złpozycja niedostępna

Rozmowy z katem - Kazimierz Moczarski - opis książki:

Nowa edycja książki ze wstępem Normana Daviesa. Przez dziewięć miesięcy 1949 roku w jednej celi więziennej przebywali wspólnie: Kazimierz Moczarski, bohater Armii Krajowej, i generał SS Jürgen Stroop, kat warszawskiego getta. Stalinowska brutalność i brak skrupułów postawiły między nimi znak równości. Moczarski, rozmawiając ze Stroopem systematycznie przez kilka miesięcy, zdołał stworzyć jedyny w swoim rodzaju portret "osobowości totalitarnej", a zapamiętując wypowiedzi współwięźnia - zachować zgromadzony materiał do późniejszej publikacji. Stworzony w ten sposób wizerunek "kata" zapada w pamięć bodaj równie mocno, jak okoliczności, w których powstawał. OKO W OKO ZE STROOPEM Bo cóż by warte były bunty i cierpienia, Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności, Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie [...] Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata Antoni Słonimski, Do przyjaciół w Anglii 2 marca 1949 roku. Oddział XI Mokotowa, warszawskiego więzienia. Właśnie przeniesiono mnie do innej celi, gdzie siedziało dwóch mężczyzn. Ledwo drzwi przyryglowano, zaczęliśmy się "obwąchiwać" - jak to więźniowie. Ci dwaj mieli chwilowo przewagę w układzie stosunków wewnątrzcelowych, bo byłem do nich przekwaterowany. Co prawda i ja miałem jakieś szańce. Dla zanurzenia się w ochronnej rezerwie mogłem np. robić z siebie "słup soli" lub udawać "Janka z księżyca". Oni nie byli w stanie stosować podobnych praktyk, bo tworzyli konstelację, w ruchu. - Sind Sie Pole 1 - pyta starszy, niewysoki, szczupły, z żylastymi rękami, kartoflanym brzuchem i dużymi brakami w uzębieniu. Kurtka feldgrau, więzienne spodnie, drewniaki. Koszula rozchełstana. - Tak. A panowie - Niemcy. My jesteśmy sogennante Kriegsverbrecher2. Rozpakowuję majdan, upycham graty. Starszy ułatwia te czynności, bez zachęty z mojej strony. Nie mówimy. Wszyscy przejęci. Ja wtedy tak mniej więcej myślałem: - Niemcy. Pierwszy raz w życiu będę z nimi bardzo blisko. Takich hitlerowców z lat okupacji pamiętam, jakby to było dzisiaj. Trudna sytuacja, ale w Mokotowie nieraz łączono w celach więźniów bez zaglądania w rubrykę narodowości. Niemcy. Dzieli mnie od nich wszystko - a więc i ciężar przeszłości, i postawa światopoglądowa. A łączy: interes ludzi w jednej celi. Czy taka więź sytuacyjna, nie wytworzona z dobrej woli, może być podobna do kładki nad przepaścią Przerywam błyskawiczne refleksje, bo nawyk czuwania alarmuje: dlaczego ten drugi hitlerowiec jest bierny i wtulony w okno Niebezpieczny, czy się boi Przy zagospodarowaniu pomagał mi Gustaw Schielke z Hanoweru, długoletni zawodowy podoficer kryminalnej policji obyczajowej (Sittenpolizei). W czasie wojny SS-Untersturmführer3, archiwista krakowskiego urzędu Bd S, czyli dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa4 w Generalnej Guberni. - Po sprawie - pytam go. - Nie. - Długo w mamrze - W Polsce: 1 rok, 9 miesięcy i 27 dni. Przedtem siedziałem w obozach aliantów w Niemczech Zachodnich. Jeszcze liczy dni, stawiając prawdopodobnie kreseczki na ścianie, z nadzieją, że opowie wnukom o więzieniu w Polsce - pomyślałem. Ten drugi, co niepokoił mnie, był wysokim i nawet pozornie barczystym mężczyzną. Zasłaniając część okna, ustawiał się pod światło. Trudno go obserwować. Znałem te metody. Ma kompleksy śledcze, więzienne - skonstatowałem - ale zachowuje się fachowo. - Stroop - przedstawił się wreszcie. - Mein Name ist Stroop, durch zwei "o". Vorname: Jürgen. Ich bin General-leutnant. Po polsku: division-general... Enchanté, Monsieur5. Podniecony, miał czerwone uszy. Ja chyba także. Przybycie do obcej celi lub poznanie więźnia to wielka emocja. Ledwo wymieniłem nazwisko, wtoczył się kocioł i zapach obiadu. Kalifaktorzy6, również Niemcy, dali moim kompanionom znak, że nie jestem kapuś. Od dawna znali mnie z różnych okoliczności życia mokotowskiego. Stroop dostawał, oficjalnie, podwójną porcję. Jadł z apetytem, systematycznie. Obiad w milczeniu. Zmuszam się do spokojnego połykania, aby nowi towarzysze nie spostrzegli, jak jestem poruszony. Więc to jest właśnie Stroop, zaufaniec Himmlera, warszawski SS- und Polizeiführer7, likwidator stołecznego getta i poprzednik ukaranego przez nas Kutschery8. Siedzi o metr i zajada obiad. Pięćdziesięcioletni. Starannie, jak na więzienie, ubrany. Ciemnopąsowa wiatrówka, pod szyją biały halsztuk z chusteczki kunsztownie zawiązanej. Spodnie beige9. Trzewiki brązowe, lekko sfatygowane, wyczyszczone na glans. Schielke wiosłuje łyżką. Zjadł szybko, zanucił "In Hannover an der Leine, haben Mädchen dicke Beine"10, i jakby od niechcenia spytał: - Dawno pan siedzi Odpowiedziałem. Zaproponował wtedy, że umyje moją menażkę. Musiał się spotkać z odmową, bo takie usługi przyjmuje się z pilnej potrzeby albo z przyjaźni. Stroop obiadował wolno. W końcu podał Schielkemu dwie miski do umycia. Przedtem popuścił spodnie, zapinając je w pasie na jeden z rezerwowych guzików, przyszytych przez niego na "średnie" lub "większe" nafaszerowanie brzucha. Schielke pucuje naczynia. Stroop milczący, przy stoliku podokiennym, oparty na łokciach, twarz w dłoniach. Mięsisty nos wystaje zza palców. Pozycja tragicznego mędrca. Zainteresowała mnie ta kontemplacja. Wiązałem ją z fotografiami Stroopowskiego "ołtarzyka" na stoliku. Obok Biblii leżały tam dwie paczki listów z NRF11, kilka książek, zeszyt, ołówki. Ale co mnie przede wszystkim uderzyło - to poliptyk fotograficzny rodziny Stroopa. Na kartonie pod każdym zdjęciem wykaligrafowane gotykiem napisy: "Unsere Mutter", "Unsere Tochter", "Unser Sohn" i "Meine Frau"12. W zakamarkach "ołtarzyka" - drobne pamiątki, m.in. piórko kraski ze smugą błękitu i listek. Zasuszony listek brzozy. Kontemplacja Stroopa wydawała się melancholiczna, więc pytam, o czym duma. Nie wykluczałem odpowiedzi: "o swoich sprawach", co oznaczałoby, że myśli o rodzinie i prosi, aby nie przeszkadzać. A Stroop rzekł: - Zapomniałem, jak po polsku nazywa się ptaszek, którego mianem określają u was młode kobiety. Jakoś tak: szy... szy... szybka czy podobnie - Gdzie pan to słowo słyszał - Na spacerze, gdy więźniowie kryminalni z ogólnych cel zagadywali aresztantkę z klasa biustem, która pracuje w pralni. Nie mogę tego słowa spamiętać. Co dzień je powtarzałem. Brzmi jak: szybka, szczyrka... - Może mówili: ścierka Ale to nie ptaszek. - Na pewno był ptaszek. I na pewno nie szczerka. - Upiera się pan przy ptaszku, więc może sikorka - Tak - rozpromienił się - szykorka, szykorka, die Meise. Tamta młódka z pralni przeginała szyję niby szykorka. - Jak generał sobie podje - zarechotał Gustaw Schielke - to robi się pies na młode baby. Nie te czasy, Herr General! A ponadto, jak żyję, nie widziałem szykorek z piersiami! Generał zgromił Schielkego wzrokiem. Po raz pierwszy zobaczyłem ołów w oczach Stroopa. * Cela miała jedno łóżko, które można było podnosić i przytwierdzać na dzień do ściany (w żargonie więziennym zwane legimatą). Dotychczas spał na nim Stroop, a Schielke rozkładał siennik na podłodze. Przy końcu dnia musieliśmy ustalić nowy system spania. Stroop zwrócił się wtedy do mnie: - Idę na podłogę. Panu przysługuje łóżko, ponieważ pan jest członkiem narodu tu rządzącego i zwycięskiego, a więc narodu panów. (Powiedział: "Herrenvolk"). Osłupiałem. To nie była ze strony Stroopa komedia, poza lub grzeczność. On po prostu ujawnił swój pogląd na stosunki między ludźmi. Wylazły z niego wpajane od dzieciństwa: kult siły i służalstwo - nieuchronny produkt ślepego posłuszeństwa. Schielke poparł Stroopa. Uzasadniłem odmowę truizmem, że wszyscy więźniowie są równi w zakresie bytu więziennego. I do ostatnich dni ze Stroopem i Schielkem spaliśmy wszyscy na podłodze, na trzech siennikach. Nie wykluczam, że Stroop uważał mnie - jeśli idzie o tę sprawę - za wariata. * Wkrótce po konflikcie z Schielkem na temat szykorki Stroop zaproponował obejrzenie książek. Miał ich około 180; większość z zasobów bibliotecznych więzienia. Wszystkie w języku niemieckim. Były tam dzieła naukowe (m.in. historyczne, geograficzne, gospodarcze), podręczniki szkolne, powieści, broszury i nawet druki propagandowe NSDAP. Rzuciłem się na książki żarłocznie: objaw normalny w więzieniu. Początkowo przeglądałem teksty, ilustracje i mapy. Potem zaczytywałem się. No, i dyskutowaliśmy. Chłonąłem informacje o Niemczech oraz komentarze obu hitlerowców do zjawisk niezrozumiałych dla Polaka. Pogłębiałem znajomość niemieckiego. Słuchałem gawęd, naświetleń, opinii i - co jest nieuchronne - zwierzeń.

Książka „Rozmowy z katem” - oprawa miękka - Wydawnictwo ZNAK.

Książka posiada 456 stron i została wydana w 2004 r.

Spis treści:

Od wydawcy

Norman Davies, Wstęp

Oko w oko ze Stroopem

U stóp Bismarckowego Cheruska

Pod sztandarem Kajzera

Redaktor

Objawienie w Monachium

Lippe "wyraża wolę narodu"

Posłuszny, syty i dostojny
v Na czele Block-Standarte

Dachau, willa Benesza i wanna Churchilla

Złowróżbna sowa

Na "tyłowym" froncie

Autostrada i marzenia ukraińskie

"Już był w ogródku..." Na Kaukazie

Wprawki i uwertura do Grossaktion

Flagi nad gettem

Wielkie łowy

Krzyż Walecznych

Aber ein Guter Mann!

W siódmym germańskim niebie

Marmurowa ambasada i żydowskie dywany

Ośmioletni SS-owiec

"Trzymałem ludność w garści!"

Stroop likwiduje feldmarszałka

Werwolf - ostatni szaniec

Mord na amerykańskich lotnikach

Szafot

ANEKS

Kalendarium życia (opracował Andrzej Krzysztof Kunert)

Fragment początkowy pisma Kazimierza Moczarskiego wysłanego 24 lutego 1955 r. z więzienia w Sztumie do Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego w Warszawie opisujący czterdzieści dziewięć rodzajów "maltretacji i tortur"

Wyrok uniewinniający i rehabilitujący Kazimierza Moczarskiego (oraz współoskarżonych Eustachego Kraka i Alfreda Kurczewskiego) wydany przez Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy 11 XII 1956 (fragmenty)

O Rozmowach z katem (opracował Andrzej Krzysztof Kunert)

Jak powstały Rozmowy z katem (wywiad Mieczysława Orskiego z Kazimierzem Moczarskim)

Andrzej Szczypiorski, O Kazimierzu Moczarskim

Zbigniew Herbert, Co widziałem

Jerzy Ficowski, Epitafium

Gustaw Herling-Grudziński, fragment Dziennika pisanego nocą

Tadeusz Konwicki, fragment książki Wschody i zachody księżyca

Indeks osób

Spis ilustracji

Oceń, napisz recenzję/opinię [+]
  Bądź pierwszy - napisz opinię, recenzję o książce "Rozmowy z katem"
Kazimierz Moczarski - autor m.in.:
Rozmowy z katem - okładka książki
Rozmowy z katem Kazimierz Moczarski;
Rozmowy z katem - okładka filmu
Rozmowy z katem Kazimierz Moczarski;