pokaz koszyk
rozwiń menu
tylko:  
Tytuł książki:

Wilk na Atlantyku. Biografia Otto Kretschmera

Autor książki:

Terence Robertson

Dane szczegółowe:
Wydawca: Finna
Oprawa: miękka
Ilość stron: 369 s.
Wymiar: 145x205 mm
EAN: 9788391974865
ISBN: 83-919748-6-3
Data: 2004-02-04
Cena wydawcy: 20.90 złpozycja niedostępna

Opis książki:

Niniejsza książka przedstawia głównie bohaterskie wyczyny dowódcy U-boota, Otto Kretschmera, od momentu wybuchu wojny aż do zatopienia jego okrętu, U-99 w marcu 1941 roku. Uważam Kretschmera za najdzielniejszego i najzdolniejszego z oficerów broni podwodnej w całej historii Niemiec. Jego sukcesy przypadają na czas, w którym nasza obrona, żałośnie słaba, była dopiero z mozołem budowana. Kretschmer zadał alianckiej flocie bez wątpienia boleśniejsze i cięższe klęski niż ktokolwiek inny. Zniszczenie jego okrętu nastąpiło prawie równocześnie ze śmiercią Priena i Schepkego, zaś splot tych wydarzeń okazał się ciężkim ciosem dla niemieckiego dowództwa broni podwodnej. Dla nas był on promyczkiem nadziei w czasie, kiedy niewiele światła rozjaśniało mroczne dzieje Bitwy o Atlantyk. Pamiętam bardzo dobrze najróżniejsze szczegóły wcześniejszych ataków Kretschmera na konwoje. W czasie, kiedy liczono się ogólnie tylko z tradycyjną taktyką natarcia w zanurzeniu peryskopowym, ja sam byłem zdania, że operacje te były prowadzone z powierzchni wody. Pogląd ten opierałem na fakcie, iż niepozorna sylwetka U-boota nocą staje się wręcz niewidzialna. Czasy detonacji torped oraz pozycja ich celów w różnych konwojach przekonały mnie ponadto o tym, że Kretschmer nie tylko wyprowadzał swój okręt na powierzchnię, ale również przepływał po przekątnej przez środek konwoju! To było czymś nowym. Przypominam sobie, że doszedłem wówczas do wniosku, że manewr taki był zbyt ryzykowny, aby mógł być uczyniony przez pomyłkę. Książka ta dowodzi, że taktyka Kretschmera była dojrzale przemyślana, dobrze zaplanowana i wspaniale zrealizowana. Na szczęście nie znalazła zbyt wielu naśladowców. Tym niemniej sposób działania Kretschmera, Priena i Schepkego kontynuowany był jeszcze długo po ustaniu ich aktywnego udziału w bitwie o Atlantyk. Wraz z kilkoma współtowarzyszami wskazali oni innym drogę, a ich taktyka zaowocowała nocnymi atakami "wilczych stad", prowadzo- nymi w wynurzeniu, których liczba wciąż rosła wraz ze wzmożoną produkcją okrętów podwodnych. Ataki owe przyniosły naszej dzielnej marynarce handlowej i aliantom ciężkie straty w okrętach i ludziach. Straty te rosły z przerażającą szybkością, a ich rozmiar w alarmujący sposób przewyższał nasze możliwości budowy nowych jednostek. Kontynuowanie wojny było jednak uzależnione od możliwości przetransportowania ludzi i materiału! Druga strona medalu ukazuje jednak, że także nasze przeciwdziałania stale zyskiwały na intensywności: liczba okrętów eskorty rosła, najpierw stopniowo, później w szybszym tempie. Zwiększała się także ilość samolotów lotnictwa morskiego. Zastosowanie znalazły nowe taktyki, zaś najważniejsze ze wszystkiego było to, że znaleziono czas na gruntowne wykształcenie personelu pływającego i latającego, aby dzięki wzrastającej sile można było osiągnąć maksimum zamierzonego skutku. Wspomniana taktyka nieprzyjaciela miała zresztą także swoje słabe strony. Ceną dużej mobilności przy operacjach w wynurzeniu była większa podatność na rażenie w momencie, kiedy okręt został zauważony. Odpowiednia ilość samolotów była w stanie kontrolować szerokie połacie morza, mając dużą szansę wykrycia i zaatakowania wynurzonych U-bootów. Wyposażone w radar okręty mogły z kolei zniwelować przewagę, jaką stanowiła niepozorna sylwetka U-bootów: to bowiem, co mogło umknąć ludzkiemu wzrokowi, nie skryło się przed okiem radaru. Bitwa o Atlantyk przerodziła się w prawdziwy wyścig. Wtedy jednak nastąpił zwrot. Ubiegliśmy U-booty, JCSZCZC zanim nieprzyjaciel zdołał zadać nam zbyt dotkliwe straty w ludziach i flocie. Zwycięstwo aliantów przeszło do historii, zanim jednak to się stało, przeżyliśmy czasy największej trwogi. W każdym bądź razie pod koniec 1943 roku zadaliśmy U-bootom ciężkie straty, a w tym okresie amerykański przemysł stoczniowy pracował już na pełnych obrotach. Intensywność budowy nowych statków handlowych wykluczała możliwość klęski. Chciałbym jednak podkreślić, że zwycięstwo zostało osiągnięte dzięki rozbiciu, wypracowanej przez Dónitza taktyki zatapiania, która niezwykle poważnie zagroziła sprawie sprzymierzonych. W żadnym wypadku nie oznaczało to kresu U-bootówjako takich. Nie minęło wiele czasu, a nieprzyjaciel wyposażył swoje okręty w "chrapy", pozwalające na używanie silników Diesla także pod wodą. Niemiecka broń podwodna utraciła jednak do tego czasu ponad połowę swojej swobody ruchów, będąc do tego pokaźnie zredukowana przez straszliwe straty. Dlatego też nie dawała już nam powodu do obaw. Niemiecka wynalazczość nie spoczęła jednak na laurach, projekty Ubootów o wielkiej prędkości w zanurzeniu i zdolności stałego pozostawania pod wodą znajdowały się już w fazie konstrukcji, a pod sam koniec wojny nowe typy osiągnęły pełną zdolność bojową. Z pewnością byłyby zdolne postawić nas przed nowymi problemami. I choć nie wątpię, że dalibyśmy sobie i z nimi radę, to z pewnością nie uniknęlibyśmy uprzednio kolejnego okresu strat w okrętach. Jeśli chodzi o opisaną w tej książce rozmowę, jaka odbyła się między mną a Kretschmerem po wzięciu go do niewoli, to czuję się na koniec zobowiązany do kilku słów wyjaśnienia. Nie spodziewałem się uzyskać od Kretschmera jakichkolwiek informacji, gdyż byłem świadom, iż oficer tej klasy, człowiek, który doprowadził swój okręt do takiej sławy, będzie także w stanie trzymać język za zębami. Nie myliłem się: Kretschmer nie odsłonił żadnego słabego miejsca. Chciałem jednak poznać osobowość tak znakomitego dowódcy U-boota, a także samemu ocenić stan jego nerwów, zmierzyć pewność jego sądów, poznać jego opinię o przełożonych i podwładnych. Jednym słowem, chciałem wyrobić sobie o nim własne zdanie.

Książka "Wilk na Atlantyku. Biografia Otto Kretschmera" - Terence Robertson - oprawa miękka - Wydawnictwo Finna.