pokaz koszyk
rozwiń menu
tylko: autor tytuł  24h
książka:

Sztuka korzystania z własnych błędów według św. Franciszka Salezego

Dane szczegółowe:
Wydawca: Wydawnictwo Księży Marianów
Rok wyd.: 2005
Oprawa: twarda
Ilość stron: 168 s.
Wymiar: 105x165 mm
EAN: 9788371194528
ISBN: 83-7119-452-8
Data: 2005-05-19
Cena wydawcy: 17.00 złpozycja niedostępna

Sztuka korzystania z własnych błędów według św. Franciszka Salezego - Joseph Tissot - opis książki:

"Zniechęcenie to pierwsza przegrana bitwa na drodze do świętości”, pisał św. Franciszek Salezy. Aktualna, podnosząca na duchu i niosąca pokrzepienie książka opublikowana po raz pierwszy w 1878 r. zaliczona została do klasyki duchowości. Na język polski tłumaczona jest po raz pierwszy. Autor (1845-1917) misjonarz św. Franciszka Salezego, radzi między innymi, aby nie dziwić się własnym błędom, nie przerażać się nimi i zawsze pokładać ufność w miłosierdziu Bożym.
FRAGMENT
Wprowadzenie
Sztuka korzystania z własnych błędów należy do klasyki literatury traktującej o życiu duchowym. Podejmuje nauczanie świętego Franciszka Salezego, który nieustannie nam przypomina, że zniechęcenie z powodu powtarzających się grzechów jest pierwszą przegraną bitwą w walce o naszą poprawę. Zamiast tego powinniśmy pokładać pełną ufność w nieskończonym miłosierdziu Bożym.
Od pierwszej publikacji w 1878 roku książka ta cieszyła się u czytelników wielkim powodzeniem. U osób głęboko religijnych powodzenie to bierze się stąd, że książka Tissota pomaga im pogodzić się ze swoją przeszłością, tchnie zachętę w ich teraźniejszość i oraz niesie im nadzieję na przyszłość. Tych zaś, którzy żyją z dala od Boga, mogą poruszyć słowa świętego Franciszka Salezego “o miłosierdziu Bożym ułatwiającymi nawrócenie, o współczującej miłości podążającej za synami marnotrawnymi, o ojcowskim przyjęciu, które czeka na ich powrót, i o łaskach wynagradzających ich nawrócenie”.
Cieszymy się z ponownego wydania tej klasycznej pozycji. Nie traci ona nic ze swej aktualności, ponieważ jeśli zrozumiemy, że nasze grzechy i słabości nie tylko nie oddalają nas od Boga, lecz mogą nas do Niego przybliżyć, uczynimy wielki krok ku naszemu uświęceniu.
Dziękujemy klasztorowi Nawiedzenia w Annecy za cenną pomoc w przejrzeniu cytatów z pism świętego Franciszka.
/Wydawca/
Jak korzystać z własnych błędów, aby pokochać swoją słabość
“Szczyt zaś pokory – mówi święty Franciszek Salezy – polega nie tylko na dobrowolnym uznaniu swej niskości, lecz na ukochaniu jej i upodobaniu sobie w niej, a to nie z powodu braku odwagi i wspaniałomyślności, lecz aby jeszcze więcej uwielbić Majestat Boski i wyżej stawiać bliźniego od siebie.” Natomiast święta Magdalena de Pazzi powiada: “Pokora nie jest niczym innym, jak stałą świadomością swojej nicości i trwałą radością pośród tego wszystkiego, co przynosi nam pogardę samych siebie”. To są właśnie wyżyny, na które mogą i powinny wynosić nas grzechy. Światło, jakie rzucają na naszą nędzę, powinno nie tylko ułatwić nam jej poznanie, lecz także pokochanie. “Wszyscy jesteśmy zdolni – mówi nasz umiłowany święty – do popełniania błędów tak jak inni. Nigdy nie należy się temu dziwić, jeśli bowiem przez jakiś czas nie popełniamy grzechu, to z pewnością wkrótce upadniemy i popełnimy wiele poważnych grzechów, które należy wykorzystać dla pogardy, jaką nam przynoszą.” “Jeśli byłoby możliwe, abyśmy podobali się Bogu będąc niedoskonałymi, podobnie jak będąc doskonałymi, to powinniśmy pragnąć być niedoskonali, aby w ten sposób ugruntować się w świętej pokorze.” “Poznanie własnej nędzy i zaakceptowanie jej – powiada pewien wybitny chrześcijanin – to jedno z największych dzieł Bożego miłosierdzia, gdyż w ten sposób Bóg przeprowadza nas od potępienia ku zbawieniu – podobnie jak potrafi On posłużyć się naszymi grzechami dla swojej chwały. W takiej sytuacji dusza zgadza się przebywać na mierzwie swej nędzy, pośród poniżających ją grzechów – podobnie jak Hiob pośród swych cierpień – i przytłoczona ciężarem swej niemocy i nędzy znajduje w nich upodobanie, gdyż dzięki nim może wielbić i wysławiać Bożą dobroć. Jeśli dusza pozostaje w nędzy na skutek upadku, jej poniżenie jest skarbem, który ją wzbogaca. Jednak prawda ta jest zakryta dla większości ludzi, którzy nie znają tego szczęścia. Choć są ubodzy, to jednak mają skarb w swoim ubóstwie. Ale uwaga! – oni go nie posiadają, ponieważ nie potrafią go odnaleźć.” Pewna czcigodna siostra wizytka określa ten skarb następująco: “Grzechy stanowią znaczną część naszych zasobów. Umiłowanie poniżenia, którego są przyczyną, stanowi wątek materii tych zasobów. Jeżeli przędziemy bez wątku, powstanie dziura. Lecz jeżeli zamiast umiłować poniżenie, będziemy się miotali i niepokoili, będzie to sprawka demona. Nasze grzechy są dla nas pożyteczne – możemy wykorzystać wszystko, czego nie zdziałamy z powodu braku silnej woli, a korzyścią, którą odniesiemy, będzie nasz postęp. Życie jest pasmem upadków, którym natychmiast powinniśmy kłaść kres podnosząc się z nich ze słowami: nigdy tego nie powtórzę. Taki sposób postępowania oświeca, umacnia i zachęca. Grzechy nie są szkodliwe, jeżeli w ten sposób z nich się poprawiamy. Pokorą można odzyskać to, co utraciliśmy przez lenistwo”.
Prawda jest taka, że jesteśmy nędzarzami oraz że, pozbawieni darów Bożych, mielibyśmy jedynie nicość i grzech. Powinniśmy być szczęśliwi z odkrycia tej prawdy i z uznania jej przez naszych braci, możliwie nie oburzając się, podobnie jak szczęśliwy jest badacz po dokonaniu odkrycia naukowego, którego może dowieść i uzyskać potwierdzenie innych naukowców. Postawa przeciwna byłaby niezgodna zarówno z lojalnością, jak i pokorą, i spotkałaby się z naganą króla Dawida: Czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa? (Ps 4,3). “Z tymi skazami jest mi do twarzy” – powiedziała pewna świątobliwa dusza, widząc swoje niedoskonałości. A inna duchowa córka świętego Franciszka Salezego, starannie wcielająca w życie pouczenia swego błogosławionego Ojca, zawołała: “Jeżeli byłoby to możliwe, aby nasze upadki nie obrażały Boga, pragnęłabym upadać nieustannie, aby nieustannie się uniżać i unicestwiać”.
Nie tylko “przez szacunek dla prawdy” – kontynuuje błogosławiony Biskup Genewy – chrześcijańska pokora daje “radość bycia niczym i bycia uważanym za nic”, lecz także zwłaszcza przez szacunek “dla uniżenia Słowa Wcielonego”. Baranek Boży, przywdziewając na swoją godną uwielbienia niewinność szatę grzechu, zechciał wziąć na siebie cały nasz ludzki los z wyjątkiem grzechu. Ewangelia mówi nam o głębi uniżenia, do której dobrowolnie zstąpił, i o hańbiącym traktowaniu, jakiego zaznał. Jednak nawet stulecia medytacji nie wystarczyłyby, aby pojąć pragnienie upokorzenia, jakie odczuwało Jego boskie Serce. Z radością wiodło Go ono ku najkrwawszemu cierpieniu, jakby ku uczcie najodpowiedniejszej dla “obrońcy grzeszników”. Dusza prawdziwie chrześcijańska czuje potrzebę wzięcia udziału w tej hańbiącej uczcie u boku swego Umiłowanego. Świadoma własnej winy, nie może ona pozwolić, aby On – niewinny – sam wypijał czarę goryczy. Pragnie mieć w tym swój udział, a szczęście przyłożenia swych warg tam, gdzie Bóg, jej Zbawiciel przyłożył swoje wargi, przemienia najbardziej gorzką żółć w rozkoszny napój.
Dodajmy, że według opinii świętego Bernarda upokorzenia są środkiem koniecznym dla osiągnięcia pokory, i dlatego dusza przekonana o konieczności tej cnoty powinna je pokochać i do nich dążyć, podobnie jak wędrowiec pragnący dotrzeć do celu idzie drogą, która do niego prowadzi. Wreszcie, jak zobaczymy w następnym rozdziale, nasza nędza jest nam miła, gdyż przyzywa obfitość miłosierdzia Serca Bożego.
W każdym z powyższych aspektów nasze grzechy mogą być wykorzystywane do tego, byśmy bardziej pokochali swoją nędzę. Umożliwiają nam one właściwszą jej ocenę. Płynące z nich upokorzenie pozwala nam osiągnąć pewną praktyczną równowagę, dzięki której możemy trafniej oszacować nieład spowodowany przez grzech oraz wewnętrzną i zewnętrzną hańbę, na jaką zasługujemy. To, co nasz Pan dobrowolnie przyjął i czego pragnął jako poręki za grzeszników, my oceniamy jako nasz udział, odpowiedni dla nas jako grzeszników.
Każdy z naszych upadków stanie się kolejnym drogowskazem pomocnym w ocenie siebie i swojego egoizmu, wiodącym aż do ostatniego miejsca (Łk 14,10), które nam się słusznie należy, gdyż niestety nasza nieposkromiona pycha wciąż każe nam zajmować miejsce znacznie wyżej od Tego, który chciał być ostatni ze wszystkich oraz pośmiewiskiem ludzkim i wzgardzonym przez lud (Ps 22,7; por. Iz 53,1).
Odniesiemy wielką korzyść z naszych grzechów, jeżeli dzięki nim pokochamy naszą słabość. Nasz Święty, nieustannie poszukując źródeł świętości w pokorze, zakłada, że dusza wykorzystująca swoje błędy może przewyższyć inną, mniej podatną na upadki: “Jest możliwe, że jakaś siostra, która często upada i popełnia wiele błędów, jest bardziej cnotliwa i milsza Bogu od innej, mającej tuzin cnót wrodzonych lub nabytych. Wysiłki i praca tej drugiej są mniejsze, a w konsekwencji także jej odwaga i pokora mogą nie dorównywać odwadze i pokorze pierwszej siostry, którą uważamy za tak słabą. Tamta bowiem zachowuje odwagę w obliczu swoich braków, nie trwożąc się nimi ani nie niepokojąc, dzięki pokorze, którą ukształtowały w niej okoliczności lub też dzięki umiłowaniu swojej nędzy. Święty Piotr został wybrany na pierwszego spośród apostołów, chociaż miał wiele wad i popełniał błędy nawet po otrzymaniu darów Ducha Świętego. Jednak mimo swych wad zachował wielką odwagę i nie dziwił się temu, że nasz Pan uczynił go swoim namiestnikiem i wyróżnił go spośród innych, tak że nikt nie mógł powiedzieć, iż nie zasłużył on na postawienie go ponad świętym Janem oraz innymi apostołami”.
Święta Joanna de Chantal lubiła odwoływać się do pouczeń świętego Franciszka: “Moja najdroższa – pisała ona do siostry F.-A. od Krzyża de Fésigny – twoje zniechęcenie jest zwykłą pokusą. Powiedz mi bowiem, jaką ono przynosi ci korzyść i jakie są jego przyczyny? Czy myślisz, że jest w naszej mocy być stale posłusznymi Bogu i nigdy nie grzeszyć? Niewątpliwie musielibyśmy być aniołami. Otóż, proszę cię, abyś dostosowała się do warunków tego nędznego żywota bez lęku i niepokoju, a gdy zabraknie ci wierności, upokarzaj się, nie popadając w zwątpienie. Upokorzenie oraz spokojne i zrównoważone umiłowanie swojej nędzy milsze będą Bogu niż twoja drobiazgowa wierność”.
Nasz Święty wydaje się do tego stopnia zatroskany, abyśmy nie lekceważyli okazji do upokorzenia, że chciałby nam ich dostarczać nawet wówczas, gdy nasze grzechy są po prostu wątpliwe. W takim wypadku radzi nam, abyśmy przyjęli postawę najbardziej zasadniczą, to znaczy najbardziej niekorzystną dla naszej pychy i najkorzystniejszą dla naszej pokory.
“Dodam, ogólnie biorąc: jeśli nie wiemy, czy dobrze wykonaliśmy swoje zadanie w danych okolicznościach i mamy wątpliwości, czy obraziliśmy Boga, wówczas musimy się upokorzyć, błagać Boga o przebaczenie i prosić o więcej światła na przyszłość, a następnie zapominając o tym, co się stało, zająć się naszymi codziennymi sprawami. Albowiem gorliwe dociekanie, czy postąpiliśmy właściwie, wynika niewątpliwie z naszej miłości własnej, która wzbudza w nas pragnienie wiedzy, czy jesteśmy uczciwi, podczas gdy czysta miłość Boga mówi nam: byłaś nędzna i tchórzliwa, musisz się upokorzyć, ufaj miłosierdziu Bożemu, proś stale o przebaczenie, a postanawiając wierność, idź drogą doskonalenia się”.
Przytoczmy też myśl autora Naśladowania: “Lepsze jest bowiem dla mnie [Boże] Twoje niewyczerpane miłosierdzie, z którym odpuszczasz mi grzechy, niż moje własne zadufane poczucie sprawiedliwości usiłujące bronić tego, co ukrywa sumienie”.
Grzechy, obnażając naszą nędzę, dają nam sposobność pokochania jej i skutecznego upokorzenia się, nie ograniczając się jedynie do sumienia i głębi duszy. Częstokroć bliźni, świadek naszych upadków, widzi wyraźnie naszą słabość i nędzę, a wówczas poniżenie zewnętrzne łączy się z poniżeniem wewnętrznym. Powinniśmy przyjąć i pokochać jedno i drugie, i w ten sposób podwoić nasz duchowy pożytek. Tak postępował M. de Bernires, którego już wielokrotnie cytowaliśmy. “Znasz – pisze do przyjaciela – moją porywczość i byłeś jej świadkiem... Cieszy mnie to, że ten grzech przytrafił mi się w obecności przyjaciół, którzy dzięki temu będą wiedzieli, jaki jestem. Bardzo się martwię, że nie podobam się Bogu, odpowiadając niewiernością na Jego łaski. Jednak w moim upokorzeniu znajduję powód do radości. Szczęście z poniżenia w oczach innych jest czymś wielkim i bardzo miłym dla tych, którzy pragną naprawić zniewagę Boga. Mocne przekonanie, że jest się nicością i kimś słabym, jest korzyścią, jaką możemy wynieść z naszej niedoskonałości. Jakże jest dla mnie pożyteczne, że moja nędza wyszła na jaw, gdyż umożliwia mi to poznanie tych wszystkich prawd. To prawda, że jestem tylko nędzą, słabością, zepsuciem – w stopniu większym, niż mogę to pojąć. Przez miłość, z jaką mam przyjąć tę prawdę, trwam w swojej nicości i dobrowolnie oddaję cześć i uwielbienie Bożej Opatrzności, która mi ją ukazuje. Uznaję się za nędznego człowieka i cieszę się, że wszyscy o tym wiedzą i odpowiednio się do mnie odnoszą.” Nie można lepiej wcielić w życie wzniosłych rad autora Filotei. Mając wyróżniającą go cechę umiarkowania, święty Franciszek Salezy dba ponadto o przestrzeganie zasad prawdy, odradzając symulowanie wad pod pretekstem szukania własnej pogardy (wyjąwszy szczególną sytuację niektórych świętych), oraz praw miłości, zalecając naprawienie zgorszenia lub skutków, jakie grzesząc możemy spowodować u naszych braci. “Jeśli w przystępie gniewu lub nierozwagi wyrwały mi się słowa nieprzystojne, obrażające Boga i bliźniego, będę z całego serca żałował tej obrazy, będę nią zmartwiony i będę się starał ją naprawić, jak się da najlepiej. Chętnie jednak przyjmę zawstydzenie i poniżenia, jakie mnie spotkają z tego powodu. A gdyby można było oddzielić jedno od drugiego, stanowczo odrzuciłbym grzech, a pokornie przyjął poniżenie.” “Zrobiłaś głupstwo, które cię poniża. Dobrze. Zaryłaś nosem w ziemię i wpadasz w straszny gniew. Powinnaś żałować, że obraziłaś Boga, ale zarazem cieszyć się z tego, że okazałaś się nędzna i słaba, że zostałaś poniżona.” “Chociaż byśmy kochali poniżenie wynikające ze zła, należy jednak starać się zaradzić złu, które je powoduje, sposobami właściwymi i dozwolonymi, a przede wszystkim gdy zło jest większej wagi. Jeśli mam wrzód na twarzy, będę się starał go wyleczyć, ale nie dlatego, żeby się pozbyć upokorzenia z jego powodu.” “[Jeśli] dopuściłem się takiego czy innego uchybienia; ochoczym sercem przyjmuję wynikające stąd dla mnie poniżenie, ale mimo to jestem pełen skruchy. Gdybym mógł, to bym najchętniej zachował dla siebie poniżenie, a cofnął grzech i uchybienie. Ponadto trzeba mieć wzgląd na miłość bliźniego i na jego zbudowanie domagające się niekiedy nawet usunięcia poniżenia. W takim wypadku należy je usunąć z oczu bliźniego, który mógłby się tym zgorszyć, a nie z własnego serca, któremu wyjdzie ono na pożytek.” Na ile pozwala na to miłość i obowiązek dawania dobrego przykładu, nasz Święty nie chce, abyśmy się pozbawiali korzyści płynącej z upokorzenia zewnętrznego: “Chciałbym (...) co się tyczy naszych wad, abyśmy nie starali się ich ukrywać, gdyż fakt, że nie będą widziane na zewnątrz, nie umniejszy ich. Siostry nie uwierzą, że ich nie masz, a twoje niedoskonałości być może staną się bardziej niebezpieczne, niż gdyby były widoczne, i wprawią cię w zakłopotanie podobnie jak te, które są bardziej widoczne. Nie można się więc dziwić ani zniechęcać, gdy komentujemy nasze niedoskonałości w obecności sióstr, wprost przeciwnie, trzeba się cieszyć, że zostaliśmy uznani za takich, jakimi jesteśmy”.
Nawet w sytuacji, gdy pełnimy jakąś funkcję, co zdaje się uzasadniać większą dbałość o własną reputację wśród podwładnych, założyciel zakonu sióstr wizytek roztropnie uważa, że nie powinno się unikać poniżenia wszędzie tam, gdzie może nas ono spotkać: “Pytasz (...), czy przełożona lub dyrektorka nie powinna okazywać niechęci wobec faktu, że siostry widzą jej wady, i co ma powiedzieć, gdy któraś z nich oskarża się o osąd lub myśl, świadczące o niedoskonałości przełożonej, na przykład jeśli któraś pomyślała, że przełożona ukarała kogoś z gniewem.
Powiadam, że to, co powinna uczynić w takiej sytuacji, to upokorzyć się i pokochać swoją słabość. Jeżeli jednak siostra, która to powiedziała, była nieco zmieszana, przełożona powinna zachować się tak, jakby nic się nie stało, skierować rozmowę na inny temat, lecz jednocześnie zachować uczucie upokorzenia we własnym sercu. Trzeba się bowiem starać, aby miłość własna nie przysłoniła nam faktu, że jesteśmy niedoskonali oraz aby nie stracić okazji do upokorzenia się. I chociaż unikamy zewnętrznego aktu upokorzenia z obawy, by nie zaniepokoić biednej siostry, która już jest wystarczająco zmieszana, to jednak nie możemy unikać aktu wewnętrznego. Jeżeli przeciwnie, siostra oskarżając się nie okazuje zakłopotania, to uważam, że przełożona powinna wprost wyznać, że nie miała racji, o ile jest to prawdą. Jeśli bowiem osąd jest fałszywy, to trzeba, aby wyznała to z pokorą, zachowując jednak jako skarb upokorzenie wynikające z faktu, że wytknięto jej słabość.
Jak widzisz, ta mała cnota ukochania własnej nędzy nie powinna ani na krok oddalać się od naszego serca. Potrzebujemy jej w każdej chwili, choćbyśmy mieli wysoki stopień doskonałości – tym bardziej, że namiętności często odradzają się nawet po dłuższym trwaniu w zażyłości z Bogiem i poczynieniu znacznego postępu w doskonałości.
Siostry nie powinny się dziwić, że przełożona popełnia czyny niedoskonałe, gdyż – jak mówi święty Paweł – nawet święty Piotr, pasterz Kościoła i zwierzchnik wszystkich chrześcijan, popełnił grzech, który mu wytknięto (Ga 2,11). Podobnie przełożona nie powinna się dziwić, że jej grzechy są dostrzegane, lecz niech praktykuje pokorę i spokój, z jakimi święty Piotr przyjął napomnienie od świętego Pawła, bynajmniej nie kwestionującego jego zwierzchnictwa. Nie wiadomo, co jest większe: siła i odwaga świętego Pawła, aby napomnieć świętego Piotra, czy też pokora, z jaką święty Piotr przyjął napomnienie w sprawie, którą uważał za spełnioną właściwie i w dobrej intencji”.
Gdy święta Maria Magdalena de Pazzi pewnego dnia przekonała się, że jedna z nowicjuszek ma o niej bardzo dobrą opinię, szlochając zaczęła jej mówić o swoich słabościach i pokusach, a kiedy przedstawiła się jako najgorsza z kobiet, dodała: “Opowiedziałam ci to wszystko, moja córko, abyś wiedziała, jakiej przełożonej podlegasz. Gdyby Bóg nie zamknął mnie w klasztorze, resztę swoich dni spędziłabym w więzieniu i zostałabym ścięta przez kata. Módl się więc za mnie, aby Bóg w swej łaskawości zapewnił mi zbawienie”.
Bliższa nam w czasie i miejscu, godna córka świętego Franciszka Salezego, mianowana przełożoną klasztoru, powiedziała w zaufaniu jednej z sióstr: “Cieszy mnie, że funkcja przełożonej zachowa mnie w świętym upokorzeniu, gdyż moje liczne wady będą bardziej widoczne na świeczniku niż w mroku celi”.
Biskupowi Genewy jeszcze bardziej zależało na tym, aby – gdy ma się szczęście być gorszym – śmiało przyjąć upokorzenia zewnętrzne. Bezlitośnie kpił on z dusz przewrażliwionych na tym punkcie: “Czuję się wzgardzona i oburzam się; nie inaczej czynią pawie i małpy. Jestem wzgardzona i cieszę się; tak czynili Apostołowie”165. “Czy wiecie, jak postąpić, gdy nam zwracają uwagę i jest to dla nas powodem umartwienia? Mamy przyjąć to umartwienie jak smaczny owoc, ukryć je w sercu i pielęgnować jak najtroskliwiej.” Wydaje się, że wskazaliśmy na podstawie nauczania świętego Franciszka Salezego wszystkie korzyści, które święta pokora może odnieść z naszych upadków. Umożliwiając nam lepsze poznanie samych siebie i pokochanie własnej nędzy, upadki mogą nas wynieść z przepaści, jaką wykopały, ku najcenniejszej z cnót, stając się dla duszy źródłem nowej chwały. Według Księgi Hioba (Hi 11,17) i myśli świętego Bernarda: “Im bardziej grzeszna dusza będzie się uważała za nikczemną z powodu swoich grzechów, tym mniej będzie taką w oczach Boga”.
Wykorzystajmy więc nasze grzechy, a – jak powiada Franciszek Fenelon – poniżając nas we własnych oczach, wyświadczą nam one większą przysługę, niż dobre uczynki, które nas uspokajają. “Grzechy pozostają zawsze grzechami. A jednak wprowadzają nas one na drogę skruchy i powrotu do Boga, który ofiarowuje nam dobro.” “Są substancje, które pozornie plamią ubranie, a które służą do usuwania plam. Tak właśnie postępują sprawiedliwi ze swoimi grzechami, nienawidząc ich. Posługują się nimi dla oczyszczenia duszy z pychy, która jest największym z ich grzechów.” Umiejmy odnieść korzyść z naszych grzechów, gdy tylko nam się przydarzą, i czym prędzej pozbądźmy się ich przez pokutę. Wykorzystajmy także ich wspomnienie, gdy będzie nas zasmucać. Istnieją zioła o bardzo nieprzyjemnym zapachu, które po wysuszeniu ostatecznie wydzielają miły aromat. Niech tak samo będzie z grzechami w naszym nędznym życiu. Pewna świątobliwa siostra wizytka radośnie przechowywała małą papierową torebkę, którą po jej śmierci znaleziono w celi. Na torebce widniały słowa: “Zawartość ma otaczać moje serce cenną wonią mojej nędzy”. Do torebki wkładała wszystko, co jej powiedziano lub napisano upokarzającego, wady, które jej wytknięto, najbardziej ostre słowa usłyszane od spowiedników i grzechy, za które nałożono jej pokutę.
Bez trudu możemy sprawić sobie taką “torebkę”. Patrząc wstecz na swoje życie, znajdziemy niestety chwasty niezliczonych grzechów, którymi możemy ją napełnić. Wykorzystajmy je i powtórzmy wspaniałe słowa ojca de la Colombire: “O szczęśliwe moje słabości, na których wspomnienie rumienię się przed Bogiem i poniżam przed ludźmi! Skoro jesteście mi przydatne, nie chciałbym was zamienić na zasługi i cnoty innych. Wolę być taki, jaki mam być, obym tylko był pokorny. Rezygnuję z wszystkich łask, które mogłyby mnie pozbawić tej korzyści – zgadzam się być pozbawionym całej reszty, byle tej jednej nie utracić”.

Książka „Sztuka korzystania z własnych błędów według św. Franciszka Salezego” - oprawa twarda - Wydawnictwo Księży Marianów.

Książka posiada 168 stron i została wydana w 2005 r.

Spis treści:

Wprowadzenie

CZĘŚĆ PIERWSZA
Nie dziwmy się własnym błędom
Nie wpadajmy w niepokój z powodu swoich błędów
Nie zniechęcajmy się swoimi błędami

CZĘŚĆ DRUGA
Jak korzystać z własnych błędów, aby stanąć w pokorze
Jak korzystać z własnych błędów, aby pokochać swoją słabość
Jak korzystać z własnych błędów, aby wzrastać w ufności w Boże miłosierdzie
Jak wykorzystać własne błędy, aby nauczyć się wytrwałości
Jak korzystać z własnych błędów, aby czynić postępy w gorliwości
Jak korzystać z własnych błędów w czynieniu pokuty

Przypisy
Oceń, napisz recenzję/opinię [+]
  Bądź pierwszy - napisz opinię, recenzję o książce "Sztuka korzystania z własnych błędów według św. Franciszka Salezego"
Kupujący tę pozycję zamówili również:
Ikony. Fakty i legendy - okładka książki
Ikony. Fakty i legendy Annemarte Schnieper, Konrad Onasch